Szukaj
  • D. Kopeć

Trzylatek – już dorosły czy jeszcze dzidziuś?

Trzy lata to bardzo trudny wiek. Zarówno dla rodziców, jak i dla młodego osobnika.

Ten tekst napisałam jeszcze w lecie, ale dopiero teraz dojrzałam do tego, aby go opublikować.


Jula ma ponad 3 lata. Ma bardzo duży zasób słów i potrafi żywo gestykulować. Składa bardzo zaawansowane zdania i używa nieprzeciętnego słownictwa. Można powiedzieć, że gada jak stara :) Nie piszę tego, żeby się pochwalić czy też rywalizować z innymi mamami w wyścigu o najbardziej idealne (celowy pleonazm!) dziecko. Piszę to, bo właśnie jej pozornie dorosły sposób bycia wypuścił mnie w maliny i pozwolił na to, że poczułam się, jakbym zawiodła.


Ten rok obfituje w wiele zmian i trudnych sytuacji. Zaczynajac od zamknięcia przedszkola i wywrócenia do góry nogami życia małego dziecka, po narodziny młodszej siostry, co jeszcze bardziej skomplikowało dotychczasowy sposób spędzania czasu.

Przez te miesiące izolacji, kiedy Tata pracował z domu, a ja z coraz większym brzuchem i coraz bardziej zmęczona próbowałam zabawiać Julę, żeby nie przeszkadzała Tacie, szczególnie kiedy miał wielogodzinne konferencje telefoniczne i żeby miała chociaż namiastkę zabaw z przedszkola – przyzwyczaiłam się do tego, że to już nie jest mały dzidziuś, a prawie samodzielny, rozgarnięty kilkulatek.

Nie potrafiłam jednak zrozumieć, dlaczego to moje ukochane dziecko bywa tak wredne, nie liczy się zupełnie z moimi potrzebami i nie robi tego, o co je proszę. Przecież jest tak mądra i na pewno wszystko rozumie. Poza tym tyle razy jej mówiłam, żeby nie stała na krześle, bo chwila nieuwagi i się przewróci razem z nim. Przecież to oczywiste! No i te ciągłe pytania o to samo: „A dlaczego? A gdyby…?”.

Bardzo mi zależy na tym, żeby rozwijała się prawidłowo emocjonalnie i chcę dbać o jej równowagę psychiczną. Co jednak mam zrobić, skoro żadne logiczne argumenty do niej nie trafiają? Żadne tłumaczenie i przedstawianie możliwych konsekwencji nie działa? Dodatkowo pojawiły się nieoczekiwane wybuchy złości w odpowiedzi na zwrócenie uwagi…

Domyślałam się, że takie zachowanie bierze się po części ze zmiany, jaką było zamknięcie przedszkola i przymusowe siedzenie w domu, do tego wiedziała, że już niedługo coś się wydarzy, bo brzuch z każdym tygodniem miałam coraz większy. Jednak nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Dodatkowo, nie ukrywajmy, dla wszystkich nas chyba ta wiosna była odmienna – raczej w negatywnym sensie – i musieliśmy na nowo odnaleźć się w innej rzeczywistości, bardzo niepewnej. To przecież też musiało mieć wpływ na dzieci.

Wracając do mojej relacji z córką, w pewnym momencie zorientowałam się, że z jednej strony chciałabym, żeby w dalszym ciągu była słodkim i posłusznym dzidziusiem, jakim (przez krótki czas) była jeszcze kilkanaście miesięcy temu, z drugiej jednak – oczekiwałam od niej racjonalnego podejścia do różnych spraw i wyciągania wniosków z już zdobytych doświadczeń. No to w końcu jak – dzidziuś czy dorosły?


Jej złość rosła, a ja chciałam jej pomóc i działać jak najszybciej. Sądzę, że nadmiar nowych emocji i brak wyładowania energii w przedszkolu spowodowały u niej takie niepokojące zachowania. Nie wiedziałam, co mogę zrobić, więc poprosiłam o pomoc psychologa dziecięcego. To była bardzo cenna rozmowa. Przestawiła mnie z powrotem na dobre tory rodzicielstwa, obudziła we mnie nowe pokłady zrozumienia i cierpliwości, a przede wszystkim – utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie jestem złą matką!


Bardzo pomogła mi świadomość tego, że chociaż moja córka jest bardzo wygadana i formułuje bardzo zaawansowane zdania, to w dalszym ciągu jest dzieckiem i nie powinnam traktować jej jak dorosłego. Kiedy tracę cierpliwość nakładam na okulary filtr „to jeszcze dziecko” i jakoś mi lżej.


Z jednej strony musimy pamiętać, że u dziecka do 5 roku życia dojrzałość emocjonalna jest na poziomie niemowlaka. Nie rozumie, jak jego zachowanie wpłynie na odczucia innych. Co prawda umie odczytać emocje rodziców, ale nie czuje tego, co mogą poczuć inni. Nie jest też raczej złośliwe. Jego płacz niekoniecznie znaczy, że coś wymusza. Prawdopodobnie nie zostało zrozumiane. A warto zaznaczyć, że dzieci mają zupełnie inne problemy niż dorośli i nie oznacza to, że te problemy możemy bagatelizować. Być może dla nas to, że ulubiona koszulka akurat jest w praniu, nie stanowi większej trudności – jesteśmy w stanie to zrozumieć – ale dla dziecka może okazać się to wielkim dramatem. Co jeszcze jest ważne? Dziecko nie odnosi się do przeszłości i przyszłości, tylko żyje chwilą. Dlatego też te dramaty, np. koszulkowe, są tak intensywne, bo przeżywane są właśnie w tej chwili.


Z drugiej strony dziecko robi się coraz bardziej samodzielne, poznaje swoje możliwości i chce przekraczać granice. W pewnym momencie staje się ono wszystko najlepiej wiedzącym buntownikiem. Odkrywa świat i chce iść swoją drogą. Z każdym „nie” uczy się bycia asertywnym i naszej reakcji na jego zachowanie. Czy zatem dobrze, jeśli dziecko jest grzeczne i posłuszne? Nie sądzę, ale to temat na osobny post ;)


Nie oczekujmy od dziecka logicznego tłumaczenia wydarzeń. Nie powinniśmy gniewać się na nie za to, że nie docierają do niego racjonalne argumenty. Bądźmy najlepszym przyjacielem dziecka i wspierajmy je w potrzebie, jednocześnie rozumiejąc je i traktując poważnie. W końcu która przyjaciółka chciałaby Ci się zwierzać z problemów, jeśli zamiast wysłuchać, ojojać i przynieść kubeł lodów i ciastek – tłumaczyłabyś jej, że to takie nielogiczne i przecież jej problemy nie są takie straszne, bo inni mają gorzej… A jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta – nie czekaj, tylko zgłoś się na przykład do psychologa. To nie wstyd!

0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie