Szukaj
  • D. Kopeć

Jako matka, jako kobieta… czyli czego nam nie mówić.

Dzień matki to jeden z tych dni, kiedy bycie kobietą i matką jest przywilejem. Dostajemy laurki, kwiaty czy czekoladki. Dzieci śpiewają nam piosenki i starają się być grzeczne. Mężowie wspominają, jak mocnym przeżyciem był poród, i doceniają nas za osiąganie niemożliwego. Cały internet zalany jest uroczymi grafikami i reklamami z idealnymi mamami.


A jak wygląda każdy inny dzień? Taki typowy dzień matki, nie ten 26 maja.


Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, często mówiłam mojej mamie, że się nudzę. Ona odpowiadała mi, że jak będę dorosła, to przestanę się nudzić. I rzeczywiście, od kiedy sama jestem mamą, nie narzekam na brak zajęć ;) Ale to, że mam tak napięty grafik, daje mi – oprócz zmęczenia – dużo satysfakcji. O ile umiem ją zauważyć. A im częściej mój grafik jest zapełniony – nawet drobnymi – „moimi sprawami”, tym większą mam satysfakcję. Czym są te „moje sprawy”? Wszystkim, co sprawia, że jestem mądrzejsza i/lub bardziej wypoczęta, i/lub bardziej niezależna. Tylko skąd brać na to czas, żeby nie zaniedbać tego, co najważniejsze? Nie wiem. No dobra, trochę wiem, a trochę nie wiem :)


Mam pewną znajomą, mamę 3 dzieci. Chociaż ma dużo obowiązków, znajduje czas na manicure i wyjścia z koleżankami, a kiedy spotka znajomych męża, to dziwią się, że został on sam z dziećmi. Ta moja znajoma – bardzo charyzmatyczna i asertywna osoba – ma z mężem taki układ, że są w stanie zamiennie zająć się dziećmi i domem. Dla niektórych wydaje się to niemożliwe… Oczywiście wiem, że czasami sytuacja zawodowa czy zdrowotna nie pozwala na to, żeby „po równo” się dzielić obowiązkami. Uważam jednak, że w dużej mierze od nas – kobiet – zależy to, jak będzie wyglądać ten podział.


Skoro już przy tym jesteśmy…

„Zajmij się dzieckiem, przecież jesteś matką. Posprzątaj, ugotuj, wypierz, wyprasuj – w końcu jesteś kobietą, to twoje obowiązki.” Znacie to? Nic nie wkurza mnie bardziej niż tego typu zdania. A właściwie rozkazy, które mają wpłynąć na nasze ambicje. Jeśli miałabym powiedzieć, co doprowadza mnie do furii, to właśnie przypisywanie powinności i sposobu zachowania ze względu na bycie kobietą czy matką. Bo niby dlaczego ja zrobię obiad lepiej niż mój mąż? (Swoją drogą nienawidzę gotować, więc tu nie ma argumentów).

Ale jest wiele rzeczy, które robię i to nawet chętnie, dlatego że CHCĘ je zrobić! A nie dlatego, że ktoś mi powiedział, że muszę, bo jestem kobietą. Grrr!


Tak, to prawda, masz to, na co pozwolisz – sobie i innym. Jeśli nie pomożesz uwierzyć partnerowi w to, że świetnie sobie poradzi ze zmianą pieluchy czy nakarmieniem dziecka, to nie będzie chciał tego robić. Jeśli we wszystkim wszystkich wyręczasz, to ciężko oczekiwać, że nagle inni zaczną wyręczać ciebie. Jeśli mąż/parter/ojciec dziecka „nie umie” lub nie chce zająć się dzieckiem, to skąd masz niby wziąć czas na zadbanie o swój wygląd i intelekt, na odpoczynek? Ja dalej się tego uczę i chcę nauczyć moje córki, że mogą być kim chcą i nie muszą ulegać stereotypom.


Równouprawnienie, partnerstwo – zwał, jak zwał. Chodzi o to, jak się traktujemy. I szczególnie dzisiaj, drogie Mamy, życzę nam wszystkim, żebyśmy umiały zadbać o siebie, o swoje potrzeby. Czasem nawet o nie zawalczyć, bo przecież tylko my siedzimy w swoich głowach i wiemy, czego potrzebujemy.

I pamiętajmy: zmęczony rodzic to zły rodzic!

0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie