Szukaj
  • D. Kopeć

Święty połóg, do jasnej… nieciasnej!

Połóg. Niebyt ładne słowo, określające dosyć trudny czas. Niestety nie każdy rozumie, jak jest on ważny. Nawet osoby, których najbardziej dotyczy, często go bagatelizują. Na przykład ja.



4 lata temu, kiedy urodziłam pierwszą córkę, chciałam jak najszybciej wrócić do figury i formy sprzed ciąży. Co prawda nie jestem i nie byłam typem fit, jednak chciałam móc zmieścić się w ubrania, które już miałam w szafie, i dobrze wyglądać na ślubie mojego brata – kilkanaście tygodni po moim porodzie. I chociaż dosyć szybko „zrzuciłam” dodatkowe kilogramy, a brzuch ładnie wrócił na miejsce (przynajmniej w mojej ocenie), nie wiedziałam wtedy jeszcze, że powinnam była bardziej o siebie zadbać. Nie chodzi mi o malowanie paznokci czy wyjścia na fitness, chociaż to też w pewnym momencie staje się istotne dla zdrowia psychicznego ;)


Co to jest połóg? Połóg to czas, kiedy potrzebujemy się zregenerować. Niby oczywiste, no nie? Ale po pierwsze co to znaczy, a po drugie jak się regenerować, skoro mąż w pracy, a noworodek ciągle czegoś chce i nie wiesz, jak mu pomóc? Do tego dochodzi huśtawka hormonów – emocje się zmieniają szybciej, niż sama jesteś w stanie to zarejestrować. Zmęczenie, niewyspanie, odizolowanie od innych ludzi, niedojadanie lub „złapanie” czegoś w biegu, niemyślenie o sobie i swoich potrzebach…


Pierwsze tygodnie po porodzie są bardzo trudne. Głównie dlatego, że wszystko jest nowe i nie wiemy, czego się spodziewać. Nawet jeśli w szkole rodzenia czy od doświadczonych koleżanek dostajemy różne porady, każda z nas musi przeżyć to osobiście, żeby zrozumieć, jak to jest. Poza tym każda z nas jest inna, każdy poród jest inny i każde dziecko jest inne.


Kiedyś przeczytałam artykuł opisujący podejście Konfucjusza do połogu. W dawnych Chinach położnica (okropne słowo!) przez 30 dni nie mogła robić nic oprócz leżenia, karmienia dziecka – które było jej przynoszone – i odpoczywania. Nie mogła się nawet myć, nie mówiąc o wypełnianiu obowiązków domowych czy opiece nad dzieckiem. Tym zajmowały się inne kobiety.


I kiedy przeczytałam ten artykuł – na długo przed tym, zanim sama zostałam mamą – pomyślałam, że to jakiś bullshit, mówiąc wprost. Pamiętam, że aż się zbulwersowałam, no bo dlaczego niby kobieta nie mogłaby się umyć ani zajmować swoim dzieckiem? Kaman! Jakaś obca baba miałaby przez miesiąc dbać o moje dziecko? To w końcu moje zadanie! Że niby ja nie dam rady?


No i tak, racja, dam sobie radę. Ale czy faktycznie muszę wszystko robić sama?


Dbanie o higienę to podstawa zdrowia fizycznego (i pośrednio psychicznego), a bliski kontakt z dzieckiem umożliwia nawiązanie z nim więzi emocjonalnej i płynne „wdrożenie” się do roli rodzica. Poza tym dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje bliskości – w końcu do czasu porodu całe swoje życie spędziło w ciasnym uścisku mamy. Co do tego nie mam wątpliwości i w tych kwestiach nie zgadzam się z Konfucjuszem. Jednak sama idea odpoczynku po porodzie jak najbardziej jest dla mnie bardzo cenna. Niestety dopiero po drugim porodzie zrozumiałam, jak ważny jest czas połogu. Dlaczego?


Pewnie każda przyszła mama zastanawia się, jak długo trwa połóg. Według standardów opieki okołoporodowej to 6 tygodni po porodzie. Pamiętajmy jednak, że ten czas może się wydłużyć. Podczas połogu organizm kobiety z jednej strony musi się odbudować po 9 miesiącach ciężkiej pracy i późniejszym porodzie (bez względu na to, czy był to poród „naturalny”, czy przez cięcie), z drugiej strony dochodzą nowe wyzwania, takie jak wstawanie kilka razy w nocy, stres związany z chęcią zaspokojenia potrzeb noworodka (często trudno rozpoznać te potrzeby) czy karmienie piersią (co generuje np. zwiększenie zapotrzebowania energetycznego).


Czy to za mało? Czy musimy jeszcze sobie dowalać innymi obowiązkami, a szczególnie poczuciem winy?

Wiem, wiem. Nie każda ma pod ręką babcię albo i dwie, cały sztab ciotek i przyjaciółek, które natychmiast – bez względu na godzinę – przyjadą i wesprą. Ja też nie mam takiego komfortu. I wiecie co? Czasami ciężko znaleźć równowagę pomiędzy potrzebami swoimi, dziecka i innych domowników, a bałaganem/porządkiem w domu i codziennymi sprawami, np. obiadem. Mi w dalszym ciągu sprawia to problem. Wciąż się uczę, a pandemia znacznie pokrzyżowała moje plany.


Teraz, z perspektywy czasu, śmiało mogę powiedzieć, żeby przede wszystkim myśleć o sobie. Co prawda nie należę do osób, które przedkładają swoją wygodę i wygląd nad dobro bliskich, ale w tej sytuacji polecam zadbać szczególnie o siebie. Trochę jak w samolocie – w razie awarii zakładasz maskę tlenową najpierw sobie. Uważam, że jedną z takich masek tlenowych dla mnie była wizyta u fizjoterapeutki uroginekologicznej, dzięki której pozbyłam się okropnego bólu pleców. Regularne spotkania pozwoliły mi na zadbanie o swoje – wymęczone – ciało.


Jak sobie radzić w połogu?

*Na ile możesz, wysypiaj się – kiedy dziecko śpi, Ty też postaraj się odpocząć. Wiem, że dom sam się nie ogarnie, ale Ty zmęczona nie wrócisz do pełni sił.

*Jedz pełnowartościowe posiłki. Skąd masz wziąć energię do opieki nad dzieckiem?

*Postaw swoje zdrowie wysoko w hierarchii – koniecznie pójdź na wizytę do ginekologa, stomatologa i innych specjalistów, wykonaj zalecone badania.

*Nie bądź męczennicą, która dba o innych, a nie ma szacunku do siebie.


I najważniejsze – a dla mnie do tej pory najtrudniejsze – przyjmuj pomoc! Zaangażuj partnera i inne przyjazne osoby. Korzystaj z ułatwień. Jeśli potrzebujesz, zamów dietę pudełkową. Pozwól sobie na bycie zmęczoną, niepomalowaną, z wiszącym brzuchem. Przynajmniej na czas tych kilku tygodni :)


Nie musimy mieć idealnej figury po porodzie, nie ścigajmy się w dziwnym wyścigu o to, która z nas jest bardziej zadbana i szczupła, sprawia wrażenie wypoczętej i ogarniającej wszystko dookoła.


Życzę nam wszystkim zdrowego podejścia do siebie, a w kolejnym poście opiszę Wam, jakich objawów doświadczyłam podczas połogów i co powinno zaniepokoić młode mamy.

0 komentarz